teatroterapia

Gazeta w Lublinie, IV'00

Rozmiar tekstu:

“Pię­kno gestu“

Grupa ludzi dobrej woli, dla których teatr jest narzędziem roz­mowy z innymi, z tymi, którzy na co dzień mówią innym językiem — przy­go­towała bardzo intere­su­jący spek­takl “Spowiedź w drewnie”. Warsz­taty Ter­apii Zaję­ciowej “Teatroter­apia” okazały się ważnym przed­sięwz­ię­ciem, nie tylko ter­apeu­ty­cznym, również artysty­cznym.

Wszys­tko w tym przed­staw­ie­niu, którego pre­miera miała miejsce w Teatrze Osterwy 14 kwiet­nia, jest nieźle dwuz­naczne; ale w tym pięknym sen­sie, że grzesznik może być świę­tym, a święty — najzu­pełniej ludzkim, że mały bywa wielkim; a wielki — miz­ernym, zaś nad tym wszys­tkim jeżeli coś góruje, to tylko miłość, tak ziem­ska jak i misty­czna. Pię­kno tego spek­taklu tkwi też w takim wymi­arze, iż aktor — człowiek niepełnosprawny — swoją ułom­ność potrafi zamieniać w zaletę bardzo potrzebną do tego, aby sztuce mogło się stać zadość. Przy tym sztuka to pełna humoru, łagod­nej, ciepłej satyry o sprawach ostate­cznych, sztuka o wyraz­iś­cie zarysowanych posta­ci­ach i intere­su­jącej scenografii.
Zmęc­zony świątkarz rzeźbi Jezusa; jest tak zgorzk­ni­ały, że to Chrys­tus musi go prosić: wys­tru­gaj mnie! I Chrys­tus pyta: — Jakiego mnie wys­tru­gasz? Co mi teraz rzeźbisz? — Z takiego drewna to możesz być tylko fra­sobliwy! –powiada wiejski świątkarz. –Fra­sobliwy!? Za co? — den­er­wuje się Chrys­tus. — Za wszys­tko! — mruczy markotny mis­trz dłuta. Tak się przeko­marzają. Prze­ci­wko bied­nemu, bro­nionemu przez Chrys­tusa świątkar­zowi, wys­tępują rzeźby, święci, którzy mają do rzeźbiarza pre­ten­sje, że ich zro­bił brzy­d­kim; jedyna jego udana praca to wiz­erunek pięknej dziew­czyny; dziew­czynę świątkarz zro­bił z rzeźby Marii Mag­daleny…
Spek­takl “Spowiedź w drewnie” według sce­nar­iusza Jana Wilkowskiego i w reży­serii Marii Pietriaszy-​Budzyńskiej oraz zespołu ter­apeutów Warsz­tatów Ter­apii Zaję­ciowej “Teatroter­apia” zasługuje, co nie my pier­wsi czyn­imy, na wielką pochwałę. Nie sposób wymienić wszys­t­kich aktorów i twór­ców. Najważniejsze, że spek­takl pozwala ludziom, którzy bywają inni, nie czuć tej inności, a tym którzy są nor­malni — zdać sobie sprawę, jak nieokreślona jest granica między światami ich i naszymi. Teatr ma tę zaletę, iż każdego trak­tuje poważnie i nie pyta, skąd kto przy­chodzi. W tym tkwi siła teatru, który jest prze­cież życiem pokazanym inaczej; ta siła polega też na tym, że daje nam możli­wość porozu­miewa­nia się przy pomocy obra­zowa­nia naszych myśli.

Grze­gorz Józe­fczuk Gazeta w lublinie 04.00