teatroterapia

Isadora

Rozmiar tekstu:

O spek­taklu

To nie jest spek­takl o tańcu. To spek­takl o kobiecie … Kobiecie, którą znam … O tej, która na co dzień mówi językiem niezrozu­mi­ałym dla wielu, albo zapom­ni­anym przez wszys­t­kich … Kobiecie, dla której taniec stanowi nieczęsto jedyny sposób na wyz­wole­nie prag­nień, żądz, tęs­knot i potrzeb, a ciało to (lub musi być) medium w wyraża­niu wewnętrze­nie ukry­tych, zamknię­tych i uta­jonych słów … Słów, których my –nor­malni jesteśmy częś­cią, jeśli tylko potrafimy je w sobie przy­wołać… A wtedy okazać się może, że znal­iśmy je od zawsze.
To nie jest spek­takl o Isadorze Dun­can, choć próbowałam obdarować każdą ze znanych mi kobiet Jej siłą i przykła­dem, odwagą życia i tworzenia, oraz umiłowaniem piękna.
Opowiadałam o Niej i każdym niemal aspekcie Jej nieby­wałej kari­ery — nieu­danym zami­arze stworzenia szkoły bale­towej w pore­wolucyjnej Moskwie, niezatar­tym pięt­nie, jakie wywarła na ruchu fem­i­nisty­cznym i modzie, Jej poglą­dach na nauczanie i teatr, Jej głośnym na cały świat życiu miłos­nym i nieśmiertel­nym darze, jaki ofi­arowała nie tylko tancer­zom i aktorom, ale i mnie — od zawsze czer­piącej z jej geniuszu wiedzę o tajem­ni­cach życia, muzyki, niezwykłości porzątku świata i har­monii tegoż porządku …
W tym spek­taklu chci­ałam przede wszys­tkim ocalić moje przy­jaciółki — kobi­ety, kobi­ety z którymi pracuję przed znaw­cami tańca i tancerzami, którzy zechcą wyko­rzys­tać swoją wiedzę, aby doszuki­wać się w nich braku umiejęt­ności lub tal­entu po to tylko, aby jeszcze na chwil parę odroczyć ich ist­nie­nie …
Niestety, jak powiedzi­ała Isadora: “Żaden kwiat sztuki nie rozk­witł w pełni, jeśli nie żywiły go łzy bólu” …
Spy­ta­j­cie więc o łzy bólu kobi­ety, które będą mówiły do was ze sceny swo­jego życia …

Maria Pietrusza — Budzyńska