teatroterapia

Kurier XI'04

Rozmiar tekstu:

Charyz­maty­czny Ham­let

Kanon­iczne, pozbaw­ione ner­wowego poszuki­wa­nia aktu­al­izu­ją­cych kluczy czy wytrychów pode­jś­cie Krzysztofa Babick­iego do najsłyn­niejszej sztuki świata — “Ham­leta” Williama Szek­spira stało się ogrom­nym sukce­sem reży­sera i wszys­t­kich twór­ców przed­staw­ienia w Teatrze im J. Osterwy. Lubel­ska pub­liczność, która rez­er­wuje owacje na sto­jąco dla spek­takli przy­wożonych przez inne teatry, po sobot­niej pre­mierze w ten sposób dziękowała naszym artystom.

Chyba nikt z widzów nie ma przy tym wąt­pli­wości, że sukces jest przede wszys­tkim zasługą Jacka Króla tworzącego wielką kreację w tytułowej roli. Jego Ham­let ma prawo wejść do annałów pol­skiego teatru. Król, cho­ciaż trudno było to sobie wyobrazić po wspani­ałych rolach w “Dzi­adach” czy w “Biesach”, uczynił kole­jny i to milowy krok do przodu. Ma w sobie taką charyzmę, że każde jego pojaw­ie­nie na sce­nie sprawia, że dzi­ała mag­ne­ty­cznie na wid­ownię sku­pi­a­jąc na sobie całą uwagę. Reżyser wiedział, co robił pozostaw­ia­jąc — co rzad­kość — wszys­tkie monologi Ham­leta. Aktor ope­ruje w nich tak różnorod­nymi środ­kami, że ważné staje się nie tylko sztan­darowe “Być albo nie być”, tu zagrane w skali od chłodu sty­mu­lowanego kładzionym na głowę lodem, po wyżyny trud­nej do okiełz­na­nia ekspresji.

Ale gdy już się oder­wało oczy od tego giganta, nietrudno było dostrzec, że przed­staw­ie­nie czer­piące z uni­w­er­sal­isty­cznych przesłań szek­spirowskiej arcy­tragedii, nie zostało tą kreacją zat­omi­zowane i układa się w spójną całość. Skoro padają w nim słowa “w tych nikczem­nych cza­sach cnota musi bła­gać grzech o prze­bacze­nie”, skoro widz­imy świat przewró­cony do góry nogami, czyż nie uza­sad­niona jest pochyłość min­i­mal­isty­cznej scenografii Marka Brauna?
Obłęd Ofe­lii w bardzo sug­esty­wnej, zbu­downej z minigestów, ulot­nych dro­bi­azgów, podśpiewywanek i łkań kreacji Moniki Dome­jko staje się tym bardziej doj­mu­jący, gdy ta i swój sza­leńczy monolog głosi z głową opada­jącą w dół tej góry płaczu. Tak, świat stanął na głowie! I scenografia to pod­kreśla. W asce­ty­cznej obu­dowie ważną rolę odgry­wają świetne, a prze­cież najtrud­niejsze do pro­jek­towa­nia współczesne kostiumy Bar­bary Wołosiuk.

Muzyka Marka Kuczyńskiego to kole­jna potęga spek­taklu, ope­ru­jąca od mon­u­men­tal­nego forte “uwer­tury” po niemal żart nowoczes­nego, tanecznego rytmu, w którym swe dzieło mógł ujawnić chore­ograf Jacek Tomasik. Wzrusza­jąca obec­ność w kilku sce­nach niepełnosprawnych dzieci z Teatroter­apii kierowanej przez Marię Pietruszę-​Budzyńską pod­kreśla, odbi­ja­jąc się w nich, sza­leństwo świata tej tragedii.

I role innych! Mno­gość ról pięknych, wysub­limowanych. Jak wewnętrzna przemi­ana króla Klaudiusza z kabo­tyna w postać trag­iczną w inter­pre­tacji Hen­ryka Sobiecharta. Jak roz­darta miłość królowej Gertrudy wygrana do końca przez Jolantę Rychłowską. Jak niezwykły monolog Aktora Andrzeja Gole­jew­skiego sprowokowanego przez Ham­leta. Jak cud­owni w swej prza­śności Grabarze Jerzego Rogal­skiego i Romana Kruczkowskiego. Jak ośl­izłość dworaka Polo­niusza Andrzeja Redosza i des­per­acja jego syna Leart­esa Szy­mona Sędrowskiego czy pode­jrzanego autora­mentu duet Rosenkrantz (Tomasz Bielaw­iec) i Guilden­stern (Tomasz Kobiela). Jak wiele jeszcze ról i epi­zodów, ot cho­ci­ażby nieza­wodna Hanna Pater jako Ozyryk.

I dokonuje się cud tego spek­taklu. Charyz­maty­czny Ham­let Jacka Króla domin­u­jąc uwzniośla inne kreacje, wcale nie pycha­jąc ich na pobocze. Całość, dzięki reży­ser­skie mu wyczu­ciu Krzysztofa Babick­iego win­duje się na teatralne szczyty. Zapamię­tamy tego “Hamleta”!

Andrzej Molik