teatroterapia

Rozmiar tekstu:

LAJF

  • 2013-04-15
  • dodał:

Jest ubrana w sukienkę na ramiączkach. Ma rozpuszczone, długie, niemal do ziemi jasne
włosy. Siedzi przy stole, na środku sceny. Na stole stoi okno. Prawdziwe, z grubą szybą
 
w solidnych ramach, z klamką. Po drugiej stronie okna siedzi mężczyzna.

Dziewczyna bez skutecznie próbuje się z nim porozumieć; przebić głosem przez szkło. Mówi,
coś tłumaczy, najpierw ściszonym głosem, potem zadaje pytania — Czy ty mnie słyszysz?! —
coraz głośniej, coraz natarczywej, wreszcie w dramatycznym geście zrywa się z krzesła, jasne włosy
rozsypują się jak welon, dziewczyna uderza otwartymi dłońmi w tafle szyby. Mocniej i mocniej.
Nadaremnie.
— Nie mogę do Ciebie dotrzeć! — krzyczy.
Dziewczyna to Dominika Mendel, aktorka działającego od blisko 20 lat w Lublinie teatru w którym
występują osoby niepełnosprawne, a trwająca kilka chwil scena z oknem, w której występuje, to
symboliczne odzwierciedlenie historii jej życia. Odizolowanej od świata osoby z autyzmem…
— W świecie Dominiki, u której we wczesnym dzieciństwie stwierdzono autyzm, tym samym
przekreślając nadzieję na normalne życie, wszystko dzieje się na jakby na odwrót … — opowiada
znająca ją od dziecka, Maria Pietrusza‒Budzyńska, która stworzyła i do
dziś z prowadzi TEATROTERAPIĘ, czyli teatr w którym sens życia i jego
smak odnajduje 25 niepełnosprawnych intelektualnie i fizycznie osób.
Misia bo tak nazywają Dominikę jej najbliżsi urodziła się przedwcześnie.
Kilka tygodni w inkubatorze uratowało jej życie ale dziewczynka nie
rozwijała się tak jak czwórka jej rodzeństwa. — Cicha, niezwykle spokojna,
przez pierwsze lata w ogóle nie mówiła, nie reagowała
na wołanie. Żyła w wyizolowanym, własnym świecie — opowiada
o córce Anna, matka Dominiki. Zwrot nastąpił kiedy dziewczynka
odkryła kredki. — To był przełom. Wreszcie odnalazła swój język,
sposób na porozumiewanie się z otoczeniem, przekazywanie swoich
emocji i przeżyć — wspomina. Rysowanie stało się autoterapią.
Zaczęły powstawać prace odrealnione, przesycone fantazją, pełne
niesamowitych szkarad i dziwoludów albo przeciwnie, realistyczne,
ciepłe i pastelowe. Każdy rysunek był listem Dominiki do świata.
W 1993 roku kiedy miała 11 lat jedna z jej prac trafiła na Wystawę
Królewską w Londynie; w tym samym czasie w Teatrze Stu w Krakowie
miała indywidualną wystawę a rok później czasie Ⅲ Biennale Sztuk
Plastycznych Osób Niepełnosprawnych za pracę „Stare Miasto w Lublinie”
otrzymała Ⅰ nagrodę w kategorii młodzieżowej. Do katalogu wystawy
Dominiki w krakowskiej Galerii Sztuki „Kanonicza 1” prof. Zin
napisał: „Poezja, którą wyczuwam w pracach tej dziewczynki nie może
zaginąć”. Stało się jednak inaczej. — Tak jak mówiłam — „na odwrót” — uśmiecha się Maria
Pietrusza–Budzyńska. — Jej świat zmienił się. Realizuje się w aktorstwie — opowiada Maria
Pietrasz–Budzyńska — Zagrała jedną z głównych ról w spektaklu „Isadora. Opowieść o kobiecie”,
przejmująco pokazując ból zrozpaczonej matki, która straciła dzieci. Demoniczna, pełna metafor
psychodelicznych rola tancerki zbiegła się z osobistym czasem aktorki, która w swoim prywatnym
życiu dokonywała właśnie trudnych wyborów. Zupełnie odmienną rolę zagrała w spektaklu tanecznym
„Moje country”— frywolnej tancerki i kochanki kowboja. Dominika kocha taniec, ma cudowne
wyczucie rytmu, fenomenalnie pojmuje przestrzeń sceny, kocha nosić kostium i nakładać makijaż.
Współtworzy każdą swoją rolę z reżyserem i poszukuje rozwiązań dramaturgicznych tak, jakby w ten
sposób i na nowo pisała historię swojego życia – już nie autystycznej kobiety… Ma też inne zainteresowania:
pasjonuje ją historia lubelskich Żydów. Jest wolontariuszką w schronisku dla bezdomnych zwierząt.
— Czy przełamała autyzm? Na pewno nie stał się barierą dla jej talentu a może właśnie dzięki
niemu ma w sobie nadzwyczajną wrażliwość i czułość dla świata?
W nowym spektaklu TEATROTERAPII „Sześć postaci w poszukiwaniu autora” wg Luigi Pirandella,
Dominika gra jedną z postaci pierwszoplanowych — Pasierbicę. W malarsko skomponowanym
kostiumie, w masce, w sześcioosobowej grupie innych aktorów wyróżnia się taką siłą przekazu,
że każdy z widzów wie, jaki dramat dzieje się na scenie… i w życiu…

- tekst Anna Augostowska

 

http://lajf-ml.pl/online/pdf/LAJF-czerwiec-2012.pdf

‹ powrót